czwartek, 31 stycznia 2013

wtorek, 22 stycznia 2013

półmaraton muzealny


żyjemy, żyjemy.. czekając na rozwój spraw formalno-projektowych, delektujemy się ciszą i spokojem (przed burzą). wygląda na to, że w końcu (?) coś drgnęło. inwentaryzacja prawie skończona, projekt się robi, ma być lada dzień, i będziemy się starać o pozwolenie na budowę. mamy nieśmiałą nadzieję dostać pozwolenie w trybie ekspresowym, lecz znając doświadczenia ZiŁ.. jak będzie? zobaczymy..

w międzyczasie  zdążyliśmy zwiedzić różnie ciekawe i mniej ciekawe miejsca w poszukiwaniu natchnienia.
kraina domów przysłupowych nie jest jedyną krainą szachulcową w Polsce. wspominałam już wcześniej o przepięknych podcieniach żuławskich, dziś pomorska kraina w kratę, której stolicą jest Swołowo.
o Swołowie dowiedziałam się już dość dawno, jakieś dwa lata temu, z internetu. nie będzie zaskoczeniem, że szukałam po prostu informacji o domach szachulcowych i zupełnie niespodziewanie znalazłam Muzeum Kultury Ludowej Pomorza. mniej lub bardziej świadomie kojarzyłam, że nad morzem są szachulce ale nie spodziewałam że jest ich tak dużo.
samo Swołowo, to jedna z najstarszych wsi w regionie słupskim, o owalnicowym układzie przestrzennym, w niewielkim stopniu zmianiona od XIX wieku. Muzeum Pomorza Środkowego, przy wsparciu dotacji unijnych, odremontowało zabytkową zagrodę chłopską (pierwszy etap prac) i stworzyło w niej swoją filię. w 2012 roku został zakończony drugi etap prac remontowo-konserwatorskich, dzięki którym otwarto osiem kolejnych budynków w różnych częściach wsi. całość daje naprawdę imponujący efekt - prawdziwe muzeum na poziomie europejskim. nie jest to typowy skansen. budynki są porozrzucane po całej wsi i jedynie część z nich ma charakter skansenowy - prezentujący wyposażenie wnętrz typowe dla chłopa pomorskiego. pozostałe budynki mieszczą różnego typu wystawy, mniej lub bardziej interaktywne, na temat życia chłopów pomorskich, dawnych zawodów, muzyki, obrzędów itp. zaprezentowane eksponaty nie pochodzą jedynie ze zbiorów poniemieckich, są tam także sprzęty i pamiątki osób przesiedlonych przymusowo do Swołowa po wojnie.









muzeum w Swołowie nie tylko prezentuje budownictwo ludowe, stara się też edukować, uświadamiać jakimi materiałami posługiwano się dawniej, jakie techniki stosowano, jak zapobiegać niszczeniu przez szkodniki czy grzyby.
bardzo brakuje takiej placówki na Dolnym Śląsku. region z tak dużą ilością budynków drewnianych ma tylko jeden skansen (w Pstrążnej koło Kudowy Zdrój)! dla porównania w "murowanej" Wielkopolsce są cztery.
można by powiedzieć, że całe Pogórze Sudeckie jest pewnego rodzaju skansenem ale wiele domów na naszych oczach zginęło, kolejne się sypią, czasem wyjątkowe, wszystkie jedyne w swoim rodzaju.. szkoda, że dolnośląskie władze nie zadbają o stworzenie podobnego muzeum. placówka w Swołowie otrzymała 8 milionów z Unii Europejskiej na drugi etap prac - Pomorze może, Dolny Śląsk nie?

odwiedziliśmy też Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu. kilka subiektywnych słów o muzeum.. hmm.. gdybyśmy wcześniej nie byli w Swołowie, może by mi się nawet podobało. zbiory - całkiem, całkiem, prezentacja - mizerna. wszystkie sprzęty skrupulatnie chroni gruba warstwa pleksy, przez którą nie można przyjrzeć się ekspozycji (odbija się światło), nie mówiąc już o tym, że dobrego zdjęcia zrobić nie można. to ja już chyba wolę znienawidzone przeze mnie sznurki broniące dostępu do eksponatów. opisy maleńkie, słabo zachęcają do przeczytania. warto jednak wybrać się do muzeum chociażby po to, aby zobaczyć malowane meble, zbiór malowideł na szkle, formy piekarskie, wyroby kowalskie czy ule figuralne.










kolejny przystanek - Jindrichovice, a tam mały, prywatny skansen w Czechach, składający się z dwóch domów przysłupowych i kilku mniejszych zabudowań gospodarczych. w czasie naszej wizyty jeden z domów był remontowany. zostaliśmy oprowadzeni po skansenie przez około dwunastoletniego chłopca, który opowiadał nam o czymś. o czym? do końca nie wiem. mówił po czesku i nie starał się mówić ani powoli, ani wyraźnie, więc rozumiałam co trzecie słowo. w samym budynku było dość dużo eksponatów, co sprawiało trochę wrażenie braku ładu i składu. ciekawostką jest działająca kuźnia i mini-wiatrak, który poza funkcją mielenia zbóż ma wiertarkę i tokarkę napędzane siłą wiatru.
oprowadzanie zajęło niecałe pół godziny, co kosztowało 80 koron od osoby. to moim zdaniem całkiem niemało.








ostatnią z naszych wycieczek odbyliśmy do Muzeum Łużyckiego w Zgorzelcu. była to nasza druga próba zobaczenia izby łużyckiej. pierwszy raz był nieudany z powodu braku informacji na stronie internetowej o drobnym szczególe - w soboty zazwyczaj muzeum jest zamknięte.
zobaczyliśmy jedynie wystawę stałą (wystawa czasowa była właśnie zmieniana), którą jest izba łużycka z XVIII/XIX wieku. wnętrze izby wypełnione jest meblami i sprzętami z terenu Łużyc. całość otwiera zrekonstruowana ściana domu przysłupowego. wystawa mieści się w niewielkim pomieszczeniu, jednak można bez ograniczeń przyglądać się sprzętom. bardzo ładny talerzownik (półka na talerze), malowane meble, ceramika. niestety z wrażenia nie zrobiliśmy żadnych zdjęć wnętrza, ale izbę można zobaczyć tutaj.

zachęcam wszystkich do zwiedzania.
[i]