niedziela, 24 maja 2015

ostatnia niedziela maja

zbliża się Dzień Otwartych Domów Przysłupowych. kto planował ten wie, kto ma ochotę na spontaniczną wycieczkę, zapraszamy w najbliższa niedzielę, tj. 31 maja 2015 r., do śledziby lub innego obiektu zgłoszonego do tej imprezy.



"Dzień otwarty..."  to coroczna akcja promocyjno-edukacyjna zlokalizowana na obszarze występowania domów przysłupowych, czyli na trójstyku Czech, Niemiec i Polski :-)

więcej informacji, w tym wykaz domów do zwiedzania, znajdziecie na stronie stowarzyszenia Dom Kołodzieja.

kto nie lubi tłumów może wpaść do nas w innym terminie, w cieplejszym półroczu dom jest otwarty prawie nieustannie :)

piątek, 8 maja 2015

czarne wesele

mam sentyment do majówki. to właśnie podczas jednej z nich zaczęła się moja miłość do domów w kratę. poszukiwania trwały już wcześniej ale nie tutaj, a w Ziemi Kłodzkiej. w trakcie kilku wyjazdów poszukiwawczych jakoś nie potrafiliśmy znaleźć tam miejsca dla siebie. a to lokalizacja nie taka, a to dom w fatalnym stanie, a to cena zabójcza. powoli, lecz systematycznie przesuwaliśmy się na zachód, aż przyjechaliśmy na majówkowe włóczęgi po górach połączone z dalszym poszukiwaniem miejsca dla nas w Rudawy Janowickie i okolice Kamiennej Góry. sprawdzaliśmy znalezione w necie rudery. ale to wciąż nie było to. znów pudło.
ostatniego dnia podwieźliśmy do "Jelonki" dwie turystki z ogromnymi plecakami wracające do domu (Beskidu Sądeckiego) z wyprawy po Parku Krajobrazowym Doliny Bobru. w ramach podzięki za podwózkę zostawiły nam mapę. mieliśmy jeszcze trochę czasu wiec pojechaliśmy, kierując się owąż mapą (dziewczyny, dzięki, bez niej byśmy się tam nie wybrali!), w stronę Małej Kamienicy, Kwieciszowic, Proszowej, Antoniowa i innych uroczych wsi leżących u podnóża Gór Izerskich. spotkanie z pierwszymi domami w kratę było jak dźgnięcie strzałą kupidyna w prawą komorę pompy ssąco tłoczącej! zapragnęłam mieszkać w takim domu.
po powrocie do Poznania rozpoczęły się poszukiwania domów szachulcowych na sprzedaż, a tydzień później (8 maja) po raz pierwszy oglądaliśmy na żywo śledzibę. od tamtej chwili, w co trudno nam uwierzyć, minęło pięć lat a nasze życie całkowicie się zmieniło.

śledziba 8.05.2010.
 
w tym roku podczas majówki również odwiedziliśmy krainę w kratę, choć nie byliśmy na południu, a na północy Polski, a dokładniej na Pobrzeżu Koszalińskim. to już nasza druga wyprawa w tamte strony i coś mi mówi, że nieostatnia.
myślę, że dolnośląscy włodarze mogliby się zainspirować działaniami mieszkańców bliźniaczej krainy nad Bałtykiem w zakresie turystyki opartej na budownictwie regionalnym.

http://www.swolowo.pl

nadmorska kraina w kratę ma swoją stolicę w Swołowie, gdzie znajduje się  fantastyczny, interaktywny obiekt - Muzeum Kultury Ludowej Pomorza Środkowego, którego nie mogliśmy pominąć. o naszej pierwszej wizycie w tym raju dla miłośników domów w kratę już pisałam.


Swołowo niezmiennie wzbudzają moją olbrzymią zazdrość! i nadal Dolny Śląsk nie ma takiego miejsca, w którym z pietyzmem przedstawia się techniki budownictwa wiejskiego, gdzie stara dachówka czy cegła jest wyeksponowana jak przedmiot najwyższej wartości, a dziewiętnastowieczny zamek skrzynkowy nie jest tylko kawałkiem żelastwa, który można sprzedać na złomowisku! nie wspominając o starych meblach, czy sprzętach codziennego użytku.


 tutaj nawet drewnojady są pięknie wyeksponowane
 
odwiedziliśmy też Kluki uroczą wioskę nad jeziorem Łebsko, której dużą część zajmują budynki Muzeum Wsi Słowińskiej. stare, rybackie chałupy w kratę pokryte omszoną, trzcinową strzechą, stoją po obu stronach drogi, która tutaj się kończy. ten uroczy charakter Kluki zawdzięczają swojemu położeniu, sprzyjającemu izolacji (dookoła mokradła, a dalej tylko jezioro). przez dziesięciolecia nikt nowy się tutaj nie osiedlał, a prawie cała wieś była ze sobą spokrewniona. dopiero po wojnie sytuacja zmieniła się diametralnie, ponieważ Słowińców  (choć w rzeczywistości są odłamem ludności kaszubskiej) potraktowano jak Niemców (ze względu na ich poddanie się germanizacji). historia Kluk (jak i całej krainy w kratę) przypomina dolnośląską - przesiedlenia, grabieże, dewastacja, niechęć. po wojnie stare chałupy systematycznie pustoszały. w latach siedemdziesiątych duża część oryginalnych zabudowań wsi została zniszczona. dzięki staraniom słupskich muzealników kilka chałup zostało uratowanych przed rozebraniem.

  
w słowińskich wsiach położonych nad jeziorami Łebsko i Gardno mieszkali głównie rybacy, dla których połów ryb był podstawowym źródłem utrzymania. budowali oni często długie chałupy
o konstrukcji szkieletowej wypełnionej gliną, z  mieszkaniami dla dwóch, trzech rodzin. takie wielorodzinne budownictwo było związane z funkcjonowaniem wspólnot rybackich (zwykle rodzinnych), ułatwiających prowadzenie połowów. budynki mieszkalne miały dachy naczółkowe z tzw. dymnikiem, czyli z niewielkimi otworami pod kalenicą, służącymi do wyprowadzania dymu z chałup. każda rodzina posiadała swój budynek gospodarczy złożony z kilku pomieszczeń pełniących funkcje obory, stajni, chlewu, drwalni lub składu narzędzi. chałupy stawiano frontem do ulicy, natomiast budynki gospodarcze szczytem [1].

 

czarnym weselem (Schwarze Hochzeit) nazywano niegdyś tradycję kopania torfu na opał. odbywało się ono w połowie maja ze względu na niski poziom wód gruntowych, dzięki czemu łatwiej można było torf wydobywać. wydobyciu uczestniczyła cała wieś a praca opierała się na wzajemnej pomocy sąsiedzkiej. w ten sposób w przeciągu kilku dni wszyscy mieszkańcy wsi zaopatrzeni byli w opał na zimę. wspólna praca była też okazją do biesiadowania.


 

podczas imprezy można było zobaczyć jak niegdyś mieszkańcy wsi słowińskiej budowali swoje domy, tworzyli sprzęty codziennego użytku, co jedli i jak się bawili.



[1] Tomasz Czerwiński "Budownictwo ludowe w Polsce", MUZA SA, Warszawa 2010.

a na Dolnym Śląsku już niedługo Dzień Otwartych Domów Przysłupowych, do udziału w którym już teraz zachęcamy.


wtorek, 31 marca 2015

wiosna

mamy za sobą pierwszy wiosenny deszcz, śnieg (w zasadzie śnieżycę), niejedno gradobicie, gromobicie, trąbę powietrzną (latała dziś po Wielkopolsce) i pierwsze w sezonie remontowe niepowodzenia. niestety nie zakwalifikowaliśmy się do żadnej z wnioskowanych dotacji, nici więc z wielkiego remontu izby zrębowej :'((( buuuuu..u "ministra" zabrakło kilku punktów do uzyskania donacji z automatu; u "marszałka", hmm klapa na całego, wniosek został odrzucony jeszcze przed rozpatrzeniem, z powodu braku pozwolenia na budowę! kopia pozwolenia musiała ulec dematerializacji, albo nieplanowanemu przemieszczeniu w przestrzeni.

na pocieszenie mamy mnóstwo prac niskobudżetowych, więc sezon i tak powinien być owocny. woluntariuszy chętnych do pomocy prosimy o kontakt :P

jako, że mamy wiosnę, wypada zaprezentować pierwszy śledzibowy kwiatek. co prawda ten kwiatek jest pstryknięty zimą (trzeciego stycznia) ale tak naprawdę zakwitł jeszcze jesienią ˜– jakoś w listopadzie – tuż po tym, jak z zimna pochowały się ślimaki, które skutecznie od wiosny po jesień objadały każdy jego zalążek.


ta sama pierwiosnkowata roślina siódmego marca, jak widać ma się dobrze. ślimaki ciągle śpią...i niech tak zostanie.
pozdrawiamy i życzymy wszystkim sukcesów i zdrowia!!!
i&g

poniedziałek, 8 grudnia 2014

wtorek, 14 października 2014

nabroiło się - czyli o tym jak pięknieje nam chałupa – cześć II

dziś stuknął nam czwarty rok ze śledzibką. tym razem przy okazji rocznicy mamy się jednak czym pochwalić. prace przeprowadzone w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy w końcu są widoczne!
oprócz szachulca zupełnie nowe oblicze ma śledzibowy dach.
remont tak dużego i zabytkowego dachu to olbrzymie przedsięwzięcie. dotychczas pokrywała go stara, lasująca się dachówka karpiówka, którą trzeba było zastąpić nowym, bardziej szczelnym i historycznie uzasadnionym pokryciem. aby wybrać odpowiedni materiał musieliśmy dowiedzieć się czym kryto dachy na terenie Pogórza Sudeckiego.
początkowo (do II połowy XVIII w) kładziono to, co można było znaleźć w okolicy. na terenach niżej położonych, tam gdzie uprawiano żyto, powszechnie stosowano strzechę.

dom w  Radomierzu kryty słomą, początek XX wieku (zdjęcie zrobione w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu)

model domu przysłupowego krytego słomą z początku XX wielu (Muzeum Karkonoskie w Jeleniej Górze) 

słoma jednak jest nietrwałym pokryciem (co ukazuje zdjęcie powyżej;)), które co jakiś czas trzeba naprawiać lub wymieniać. poza tym na terenach wyżej położonych była ona trudno dostępna. dlatego stosowano też gont drewniany, dranice, deski, korę drzewną a nawet darń, którą przyciskano kamieniami.
 

chata kryta gontem w Muzeum Karkonoskim w Jeleniej Górze

od końca XVIII wieku ze względu na przepisy przeciwpożarowe zaczęła się upowszechniać dachówka, 

 
dawny sposób kładzenia dachówki

 a od połowy XIX wieku łupek.

.
często, kiedy gont zaczynał przeciekać, nakładano jego kolejną warstwę lub przybijano łupek 

w późniejszym okresie kładziono również blachę, eternit i papę [1].

ze względów historycznych i technicznych śledzibowy dach pokrył gont drewniany. wszelkie znaki na niebie i ziemi (i na krokwiach też) mówią, że poprzedzał on dachówkę, a w dodatku odciąża wiekową więźbę (tylko niewielka część została wymieniona – 4 krokwie, kilka 'śledzi' i końcówek innych elementów).





tuż po położeniu gont bardzo ładnie komponował się z kolorem gliny. jednak szybko zaczął szarzeć, co w sumie nas nie martwi ponieważ szachulec wkrótce też zmieni barwy na czarno-białe. mamy więc nadzieję, że uroku nie straci i wszystko będzie ładnie do siebie pasować.

tak było

tuż po położeniu gontu

 obecnie

remont dachu został przeprowadzony, przez sprawną podhalańską ekipę, dzięki finansowemu wsparciu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego (dziękujemy).


[1] Elżbieta Trocka-Leszczyńska "Wiejska zabudowa mieszkaniowa w regionie sudeckim", Oficyna Wydawnicza Politechniki Wrocławskiej,Wrocław 1995.

środa, 1 października 2014

sąsiedzi

przybyły przed godzinką niespodziewany obiadek zza płota:

 czy wszyscy mają tak dobrze? :P
[g]