nie jesteśmy ekspertami od renowacji, nie mamy doświadczenia we wskrzeszaniu starych domów, dlatego postanowiliśmy ratować przysłupa z fachowym wsparciem. złożyliśmy wniosek o wciągnięcie śledziby do rejestru zabytków. ciągle czekamy na ostateczną decyzję komisji, w związku z czym, zbroimy się w cierpliwość, dokształcamy się.. i oszczędzamy. wpisanie do rejestru z pewnością przedroży remont, ale liczymy, że w ogólnym rozrachunku wyjdzie to na dobre.
w celu nawiązania kontaktu, przedstawienia się, i zorientowania się jakie są nasze obowiązki formalne wynikające z posiadania starego domu (poza uzyskaniem zgody na remont) wybraliśmy się do jeleniogórskiej delegatury wojewódzkiego konserwatora zabytków.
jak się dowiedzieliśmy, domy będące w gminnej ewidencji zabytków podlegają opiece konserwatorskiej tak samo jak domy wpisane do rejestru zabytków. różnica jest taka, że na remont domów wpisanych do rejestru "teoretycznie" można ubiegać się o dofinansowanie z różnych źródeł (Ministerstwa Kultury, starostwa powiatowego, gminy). oczywiście gdyby dom miał spełniać jedynie rolę prywatną, szanse na otrzymanie jakichkolwiek środków publicznych, byłyby raczej znikome, jeśli obiekt ma być "otwarty" - pełnić funkcję noclegową, gastronomiczną, kulturową - szansa taka istnieje.
wojewódzki konserwator zabytków jest urzędem, zatem wszelkie prośby należy składać w sposób urzędowy - na piśmie. jeśli chodzi o doraźne prace zabezpieczające wystarczy zgłoszenie do konserwatora. natomiast remont dachu, wymiana okien, czy wymiana podwalin wymagają już projektu architektonicznego wykonanego zgodnie z wytycznymi konserwatora. na prośbę, urząd służy pomocą w doborze projektantów i specjalistów posiadających odpowiednie kwalifikacje oraz doświadczenie.
niedawno sympatyczna ekipa z WKZ, uzbrojona w aparat, miarę, ołówek i szkicownik, zebrała podstawowe dane do opracowania karty zabytku (niezbędnej do wpisu do rejestru).
tak to wygląda w teorii, jak wygląda w praktyce? przekonamy się..
póki co wygląda na to, że nie taki diabeł straszny.. złożyliśmy już pierwszy wniosek: o zgodę na zabezpieczające odeskowanie szczytów. w przeciągu tygodnia (!) dostaliśmy pozytywną odpowiedź. w związku z czym szukamy wolontariuszy do pomocy ;-) zima za pasem, a śledzibie śnieg na poddaszu nie służy.
p.s. mamy pierwsze karczochy!
My! My! My chcemy zabezpieczająco deskować szczyty!
OdpowiedzUsuńMożemy też pozamiatać po robocie.
Kurczę, ja bym się bała wpisu do rejestru zabytków. Przede wszystkim ze względu na koszty. Wolę się konsultować z fachowcem, że tak powiem prywatnie... Gratuluję samozaparcia i odwagi! I żałuję, że cała Polska nas dzieli bo z chęcią bym podeskowała!
OdpowiedzUsuńAsia
ja tez ale nie umiem:(
OdpowiedzUsuńOdważni jesteście. Ja się nie zdecydowałam na wpis mimo, że za nami chodzili i się dopraszali. W przypadku zarejestrowanego zabytkowego domu konserwator ma więcej do powiedzenia, niż właściciel owego domu.
OdpowiedzUsuńAle trzymam za Was kciuki, mam nadzieję, że będziecie pisać, jak w praktyce przebiega owa współpraca z konserwatorem.
Chcieliśmy dodać, że legal i Ordung na pewno wyjdą i Wam i Śledzibie na dobre. I karczochom być może też...
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o pomoc przy deskowaniu, to jestem do dyspozycji...
OdpowiedzUsuńŚledzimy i popieramy każde działania związane z ratowaniem dolnośląskich domów. Śledziba z pewnościa jest tego warta. Nasz, nieco młodszy jest opisany póki co w -pożal się Boże -studium konserwatorskim, ale z czasem przybędzie i tabliczka (byle nie wcześniej niż skończymy) Pozdrawiamy !
OdpowiedzUsuńPS. Ewentualnego nadmiernego wtrącania się WKZ bym się nie obawiał-takie problemy mają ludzie o podejściu kompletnie różnym od Waszego.
jak zwykle czerpię od Was energię, wiedzę i samozaparcie. Kibicujemy niezmiennie. Podeskować bym chciała to bym się czegoś nauczyła i na coś przydała ale nie ma na razie takiej opcji. Myślami z Wami.
OdpowiedzUsuńtak myślałam - że pójdziecie tą drogą :)i dobrze :)
OdpowiedzUsuńno szkoda, że mieszkamy tak daleko, lubimy takie prace :-)
OdpowiedzUsuńDroga przez mękę, prawda? Brawa za zapał i powodzenia!
OdpowiedzUsuńZazdroszczę karczochów... ;) ale przede wszystkim domku z charakterem.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i kibicuję
Ania
Decyzja w tydzień. Pozytywna! Macie Aniołki na urzędniczych stołkach, czy jak? W tej sytuacji nie dziwią Wasze urzędowe kroki.
OdpowiedzUsuńMy, z niewiarą w nasze prawo i urzędasów ( w odróżnieniu od Waszych), jeśli tylko możemy, unikamy współpracy.
Pzdr.
Radości w świąteczny czas i wszystkiego dobrego, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń